Kobieta Retro

Będę królową!

Będę królową! I to nie tylko tą od kubka, co to padła i albo powstaje, albo leży, bo na to zasługuje. Chcę zostać królową półmaratonów polskich. Zapraszam Was do mojego Projektu Korona.

Jakoś tak po roku biegania, kiedy treningi napawały optymizmem i medali przybywało, a ja coraz bardziej wsiąkałam w to, cytując pewnego pana, biegactwo, zaczęła pojawiać się TA myśl. Na razie odsuwana w nicość albo negowana na wszelkie możliwe sposoby. Bo po co mi TEN półmaraton, skoro mnie się tak dobrze biega „piątki” i „dziesiątki”? Przecież biegam dla przyjemności, bez presji, rekreacyjnie, po co więc komplikować sobie życie przygotowaniami do biegu na dystansie powyżej 20 kilometrów?

Jednak w moim życiu tak już jest, że im bardziej ktoś i coś ciągnie w kierunku „nie”, tak ja sama jestem „na tak”. Wszak Przekora to jedno z moich imion, gdzieś pomiędzy Uparciuchem a Urodzoną Optymistką. I to właśnie ten (hurra)optymizm kazał mi spojrzeć ponownie na swoje już naprawdę dobre wyniki treningowe z 2017 roku, na kondycję i na – jakkolwiek filozoficznie to zabrzmi – moje życie, by podjąć decyzję: startuję w półmaratonie!

A że Ambicja to z kolei moja ksywka już od czasu wczesnych lat podstawówki, gdy wygrywałam konkursy recytatorskie pokonując koleżanki z ósmej klasy (tak, tak, jestem dinozaurem ze starej, ośmioklasowej budy), stwierdziłam, że jak spadać, to z wysokiego konia.

Chcę zdobyć Koronę Półmaratonów Polskich – nominalnie niewiele warte „żelastwo” z imieniem i nazwiskiem, za które w dodatku trzeba zapłacić, czasem niemało. I nie mam tu na myśli samego kosztu medalu w kształcie korony, ale całej przygody, na którą składają się wyjazdy do różnych miast w całej Polsce, zakwaterowanie i wyżywienie oraz ogólna życiowa rozpierducha przez ładnych kilka miesięcy w roku.

fot. Pixabay

Dla eventowca z krwi i kości i organizatorki wszelakich wydarzeń, a przy tym żony i mamy trójki małych dzieci na myśl o wyzwaniu zaświeciły się oczy. Będę królową! Królową Matką Biegającą, której pasja do biegania już dawno przestała być wyłącznie sportem i odskocznią od codzienności. Jako pomysłodawczyni Biegu Mam nadal stoję na stanowisku, że nam, mamom, takie wybiegnięcie z domu na godzinę należy się jak mało komu. Ale żeby od razu do Gdyni, Piły, Wrocławia czy Gniezna?!

Tak! Moja trajektoria lotu obejmie – zgodnie z regulaminem otrzymania medalu Korony Polskich Półmaratonów 2018 (KLIK) – sześć miast: Gdynię, Warszawę, Białystok, daj Boże Grodzisk Wielkopolski, Gniezno i Wałbrzych. Aby zdobyć Koronę wystarczy zaliczyć pięć półmaratonów z listy jedenastu (i to w odpowiednich kategoriach), niemniej jakiś zapas warto zrobić, bo życie, jak wiadomo, bywa nieprzewidywalne.

Wokół Korony Półmaratonów buduję więc cały 2018 rok. Co prawda, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to zmagania zakończę już we wrześniu Biegiem Lechitów w Gnieźnie, ale po pierwsze na medal trzeba trochę poczekać, a po drugie – w kwestii Krakowa nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa, bo mam słabość do tego miasta chyba od zawsze.

fot. Pixabay, autor DzidekLasek

Czego więc możecie się tu spodziewać? Na pewno relacji z samych wyjazdów, z uczestnictwa w zawodach, ale i ze zwiedzania miast-gospodarzy. Takie jest bowiem drugie dno Projektu Korona: chcę pojeździć po kraju, pokazać Polskę moim dzieciom i poznać nowe miejsca albo z sentymentem wrócić do tych najbardziej ulubionych, na czele z otwierającą zmagania koronne Gdynią. Będę też pisała o stronie sportowej, o przygotowaniach i treningach; w końcu to cały Projekt Korona, obejmujący bardzo wiele aspektów.

Co chciałabym dostać od Was? Na pewno dobre słowo i wsparcie, a kto może – także doping na trasie i towarzystwo na biegowych ścieżkach. Mamy prawie połowę lutego, wiosna już w przedbiegach, pora więc wskoczyć w kolorowe ciuszki i wziąć się do roboty. Obiecuję, że uroczysta koronacja także odbije się szerokim echem, jak na Królową przystało ;-)