Kobieta Retro

Przychodzi biegaczka do lekarza...

... a lekarka też biegaczka! Naprawdę, tak było właśnie u mnie. Wylądowałam wreszcie w gabinecie z przechodzoną infekcją, która okazała się być m.in. zapaleniem gardła i wyszłam z niego z kompletem zleconych badań. Po co, na co, dlaczego? Przeczytajcie ciekawy tekst Agnieszki z blogu Happen!

Tytułem wstępu. Kiedy rozmawiałam z Agnieszką na temat jej kolejnego gościnnego tekstu jednogłośnie uznałyśmy, że warto przypomnieć o sprawie tyle poważnej, co wręcz niezbędnej przy ambitnych planach startowych, które poczyniłam do końca tego roku.

Niewiele później rzeczywiście trafiłam do lekarza, więc żal byłoby nie skorzystać ze sposobności i tę zadaną przez Agnieszkę lekcję odrobić. Dziś piszę te słowa już zdrowa, może jeszcze tylko trochę osłabiona, ale także uspokojona wynikami (od badań krwi, w tym poziomu żelaza i ferrytyny aż po ekg). Naprawdę mi z tym lepiej! Jeśli więc i Wy chicielibyście poczuć się spokojniejsi, zapraszam do lektury tekstu Agnieszki.

Kiedy osoba uprawiająca sport przychodzi do dietetyka sportowego... Brzmi trochę jak początek dowcipu, ale niestety dotąd nie udało mi się wymyślić żadnej zabawnej puenty ;-) W każdym razie, nawet jeśli akurat w tym momencie nie wybieramy się do żadnego dietetyka, a chcemy nieco bardziej odpowiedzialnie podejść do uprawiania sportu, warto zastanowić się, jaką mamy koncepcję na prowadzenie siebie.

Myślę tutaj o osobach, której szykują się do np. maratonu, biegu ultra czy triathlonu. Albo o takich, które – tak, jak Ewa, Kobieta Retro – zaplanowały sobie zdobycie Korony Półmaratonów w określonym czasie. Określenie „prowadzenie siebie” rozumiem jako przemyślenie strategii treningowej, czyli wstępne rozeznanie: ile mogę biegać, jak często, kiedy planuję regenerację. Kolejnym etapem będzie ustalenie startów, oczywiście, a następnym – pochylenie się nad dietą: czy trzeba z niej coś wykluczyć, czy raczej zwiększyć, np. ilość węglowodanów lub protein.

Jednak każdemu, kto zakłada trochę bardziej ambitne i tym samym wyczerpujące cele, zalecam rozpoczęcie wszelkich przygotować od… przebadania się.

Nieistotne, czy cierpisz na konkretną przypadłość (która jest ci znana), czy uważasz się za człowieka zdrowego niczym ryba. Konsultacja z lekarzem jeszcze nikomu nie zaszkodziła! Oczywiście, można też poczytać fora bądź inne teksty związane z konkretnym tematem – np. niedoczynnością tarczycy, z którą biega całkiem sporo osób. Ba, biegają nawet z pompą insulinową! Niemniej internet nie zastąpi wizyty u specjalisty, i to najlepiej takiego pracującego ze sportowcami (co polecam z własnego doświadczenia).

Od czego zaczynamy? Idąc tropem serca – od EKG i echa serca, by przekonać się, że pracuje ono prawidłowo i wytrzyma duże obciążenia. Polecam również zmierzyć kilka razy (by wychwycić ewentualną prawidłowość wyników) ciśnienie. Kto wie, może dzięki temu uda się nam wychwycić jakąś utajoną wadę serca, która w przypadku startu w biegu na dystansie np. królewskim mogłaby być dla nas niebezpieczna.

Z punktu widzenia diety i dietetyka sportowego dosyć ważne są parametry, które poznamy z badań krwi. Warto je powtarzać, wręcz robić regularnie,by przekonać się, czy wyniki są w normie czy też od niej odbiegają. Oczywiście, należy wziąć poprawkę na to, że każdy organizm funkcjonuje nieco inaczej i tzw. normy nie zawsze będą sztywnym wyznacznikiem.

Badania warto jest robić raz w roku lub co 6 miesięcy, a w określonych przypadkach nawet częściej (gdy np. podejrzewamy u siebie anemię i stosujemy suplemetację żelazem itd.). Do podstawowych można zaliczyć: morfologię, żelazo i ferrytynę (koniecznie oba!), mocznik, elektrolity, glukozę, witaminę D, kortyzol, HB (całkowity poziom hemoglobiny), wit. B12, kwas moczowy, Aspat / Alat, bilirubina. TSH, FT3, FT4. U mężczyzn testosteron, u kobiet estradiol oraz prolaktynę. Cały komplet warto, jak już wspomniałam, wykonać raz w roku. Jeśli w którymś z badań wyjdą nam niedobory, po uzgodnionej z lekarzem prowadzącym lub właśnie dietetykiem suplementacji, warto jest przebadać się ponownie.

U osób uprawiających sporty wytrzymałościowe warto jest sprawdzać poziom żelaza i ferrytyny. Szczególnie, jeśli odczuwasz spadek formy, są to bowiem szybko zmieniające się wartości. Żelazo wytracamy też z potem, a przy bieganiu – dodatkowo z przewodu pokarmowego. Pamiętajmy, że również uderzenia stopy o podłoże powodują rozpad czerwonych krwinek, zaś u kobiet dodatkowym elementem wpływającym na poziom żelaza może być oczywiście również menstruacja.  

Dość zmienne wartości mają także elektrolity. Dlatego, jeśli chcemy poznać swoje normy lub tendencje, warto jest badania powtarzać. Jak się okazało, ja sama mam skłonności do spadków potasu. Dlatego przed długim biegiem lub zaraz po nim uzupełniam elektrolity w postaci tabletek lub napoju.

W przypadku przygotowań do startu w triathlonie, w kolarstwie lub biegach długodystansowych możemy pokusić się o zbadanie wydolności organizmu. Obecnie chyba w każdym większym mieście są firmy oferujące tego typu badania. Możemy tam sprawdzić nie tylko jakie mamy VO2max, ale także poziom progu mleczanowego, spirometrię oraz często również zrobić badanie kardiologiczne.

Wszystko oczywiście zależy od stanu portfela. Jest jednak szansa, że część badań uda się wykonać ze skierowaniem od internisty, a te dodatkowe można zakupić w ramach pakietów oferowanych przez coraz liczniejsze sieci laboratoriów. Takie rozwiązanie będzie najbardziej korzystne, co również mogę potwierdzić swoim doświadczeniem. Z uwagi na przygotowania do długiego, 30-kilometrowego biegu, i z powodu odkrytej u mnie kilka lat temu niewielkiej wady planuję także zrobić usg (echo) serca – na pewno będę dzięki temu spokojniejsza o swoje zdrowie. Czego i Wam z całego, nomen omen serca, życzę!

 

Agnieszka Pater

Blog Happen! www.pasza.blox.pl