Kobieta Retro

Królowa Matka Wybiegana, czyli o Koronie Półmaratonów słów kilka

Jest! Wyczekana, wyjeżdżona i… wybiegana, a jakże. W końcu to Korona Polskich Półmaratonów. Świadectwo mojej pasji i pracy nad sobą oraz przygoda biegowo-turystyczna całej rodziny. Zatem pozwólcie, przedstawię się: jestem Kobieta Retro i Królowa Matka Wybiegana. A to są moje królewskie wspomnienia.

Kto by pomyślał. Jeszcze rok temu o tej porze zastanawiałam się, czy uda mi się przebiec półmaraton. Tymczasem wskutek świadomych decyzji lub zbiegów okoliczności rok 2018 zamykam aż siedmioma startami na tym dystansie i kilkoma innymi osiągnięciami, które jednak zasługują na oddzielny wpis.
Korona Polskich Półmaratonów, która zaledwie kilka(naście) miesięcy temu była mrzonką i mglistą zajawką, niedawno stała się faktem. Oczywiście, nie samo „żelastwo” królową ze mnie czyni, ale ciężka praca, hektolitry potu i czasem nawet łzy. Oraz świadomość, że tego, co przeżyłam, nie odbierze mi nikt.

Jak zatem mogłabym podsumować mój Projekt Korona? Zacznę od plusów. Gdyby nie decyzja o udziale w tym cyklu biegów półmaratońskich, pewnie nadal biegałabym w okolicy i może – z tym, że nie na pewno – stopniowo poprawiała swoje wyniki. Tymczasem dzięki temu przedsięwzięciu poznałam ciekawych ludzi, poważnie podeszłam do treningów i zafundowałam mojej rodzinie niezły rollercoaster podróżniczy. A, wróć, miało być o plusach.

Korona Polskich Półmaratonów to przygoda w 5 miastach: w Gdyni, Warszawie, Białymstoku, Grodzisku Wielkopolskim i Wałbrzychu. Gdzie biegło mi się najlepiej? Zdecydowanie w Białymstoku. To właśnie w stolicy Podlasia Wonder Woman mogła rozwinąć skrzydła. Druga i trzecia pozycja ex aequo należy do Gdyni i do Warszawy. Gdynia – bo kocham to miasto i to właśnie w nim debiutowałam, a Warszawa – ponieważ pogoda, trasa i atmosfera złożyły się na bardzo przyjemny całokształt, który przyniósł mi zresztą pierwszy naprawdę zauważalny progres. Pragnę przy tym podkreślić, że wyniki były dla mnie ważne tylko częściowo, bardziej liczyła się cała oprawa, nowe doświadczenia, możliwość odkrycia nieznanych dotąd miejsc i ogólnie rzecz ujmując chęć przeżycia przygody. Dlatego na tym tle jeszcze całkiem dobrze wypadł w moich oczach Grodzisk Wlkp., któremu organizacyjnie nie można nic zarzucić, zaś totalnym niewypałem okazał się start w Wałbrzychu – o czym już pisałam, więc tym razem nie będę kopać leżącego.

 

 

Korona Polskich Półmaratonów to również prawie 3 000 przebytych kilometrów (robi wrażenie, prawda?) i wydatki związane z opłatami startowymi, które stanowią akurat najmniejszy kawałek tego tortu – w moim przypadku niecałe 400,00 zł. To również, oczywiście, koszty noclegów i atrakcji w miejscu zawodów (taka dola tzw. aktywnych rodzin, jak nasza i wiele innych) oraz, last but not least, wiele godzin treningów nie tylko biegowych.

Czy żałuję decyzji o podniesieniu tej rękawicy? Nie, nie żałuję. Czy zamierzam to powtarzać, z konfiguracjami innych miastach? Niekoniecznie. Pora otworzyć się na nowe. Projekt Korona to dla mnie ukoronowanie pasji, którą już jakiś czas temu stało się bieganie. Ale nie samym bieganiem Kobieta Retro żyje, a już zwłaszcza nie tylko bieganiem po asfalcie. Ale to już oddzielna historia.
Czy zatem polecam wzięcie udziału w przedsięwzięciu podobnym do mojeg? Mimo trudów i znojów, tak. Nie mówię, że co roku trzeba, ale przynajmniej raz warto spróbować. To ciekawa przygoda w kilku aspektach, nie tylko tym biegowym. Okazja, by poznać ludzi, zwiedzić kilka miast, sprawdzić się w różnych warunkach i okolicznościach przyrody.

Co mogę poradzić tym spośród Was, którzy są właśnie na etapie decyzji? Zacznijcie od planowania. Wytypujcie miasta, w których chcecie uczestniczyć w zawodach. Sprawdźcie kalendarium zapisów pamiętając, że w większości miejsc im szybciej się zapiszecie, tym niższa będzie opłata startowa, ale i cena np. noclegów. W następnej kolejności pora zwrócić uwagę właśnie na zakwaterowanie oraz dojazd: gdzie, kiedy, jakim środkiem lokomocji, samodzielnie czy z rodziną, a może z innymi biegaczami? Im szybciej dopełnicie tych kilka pierwszych punktów, tym łatwiej Wam będzie skupić się na przygotowaniach od strony treningowej.

Bo teraz pora na trening. Całkiem spora grupa trenerów i doświadczonych zawodników uważa, że by cieszyć się dobrym zdrowiem bez kontuzji nie powinno się biegać więcej niż 3-4 półmaratonów rocznie. Jak to się ma do Korony Półmaratonów, której regulamin zakłada przebiegnięcie przynajmniej 5 takich dystansów? Hmm. Jak zawsze, jest to kwestia indywidualnych decyzji i wzięcia za nie odpowiedzialności. Albo innymi słowami: jest ryzyko, jest zabawa. Nie wiem, czy to dobrze, ale ja zaryzykowałam i siłą rozpędu przebiegłam nie 5, ale 7 półmaratonów, a nawet porwałam się na debiut w maratonie. Jak do tego doszło i jak przebiegało opiszę przy innej okazji, ale wiem, że pod koniec sezonu zmęczenie dało się we znaki aż za bardzo.

 

 

Dlatego dziś, mądra Polka po szkodzie, takiej strategii nie polecam. Wiem natomiast, że mój Projekt Korona to jedno z najciekawszych doświadczeń, które mnie w kończącym się roku spotkało. Oczywiście, że można te półmaratony biegać według własnego klucza. Ale najpierw trzeba na to wpaść! I wiedzieć, jakie kryterium przyjąć. A taką wiedzę daje m.in. Korona Polskich Półmaratonów. Ktoś już niejako za nas decyzję podjął, typując te a nie inne imprezy. Czy są to najlepsze półmaratony w kraju? Słychać głosy, że niekoniecznie. Czy największe – różnie bywa, na pewno jedne z bardziej licznych. Czy najbardziej klimatyczne? Tu tym trudniej się zgodzić, biorąc pod uwagę różne gusta i różne potrzeby środowiska biegaczy. Co zatem powoduje, że to właśnie biegi „koronne” z roku na rok zyskują na popularności? Ja swoją teorię mam. Po prostu w głębi serca niemal każdy ma pociąg do władzy, a korona, jak wiadomo, jest jej atrybutem.

Podpisano: Kobieta Retro i Królowa Matka Wybiegana w jednej osobie ;-)