Kobieta Retro

Najtrudniejsze słowo świata

A Ty, kiedy ostatnio powiedziałeś komuś: przepraszam? Ja całkiem niedawno, bo dzisiaj, podczas powrotu z Olą z przedszkola. To właśnie ją przeprosiłam. I nie tylko mój rodzicielski honor na tym nie ucierpiał, ale wręcz poczułam, że moje dziecko zrozumiało to, co w ten sposób chciałam jej przekazać: kocham Cię i szanuję, licząc na wzajemność.

Dwa ogniste charaktery w jednym domu, dwie kobiety, z których każda ciągnie w swoją stronę. Miałyśmy rano scysję, jak zwykle o pierdołę, i Ola wyprowadziła mnie z równowagi, ja jej powiedziałam o 2 zdania za dużo. Ot, zwykły dzień. Jednak cały dzień, mimo natłoku obowiązków i spraw do załatwienia, myślałam o tej sytuacji. Na tyle intensywnie, że nie tylko postanowiłam omówić z córą poranne zdarzenie, ale i z Wami podzielić się pewną refleksją. Siedzę więc przy komputerze, doglądając do chwilę smażących się naleśników i nasłuchując śmiechu bawiących się głośno u dziadków ancymonów.

Przepraszam. Najtrudniejsze słowo świata. Wypowiadane czasem w złości i trochę „na odczep się”, innym razem cicho i z pokorą, a w jeszcze innych okolicznościach ze łzami w głosie i z poczuciem powagi sytuacji. Niestety, wciąż zbyt rzadko. Jedną z moich smutnych refleksji zakończonego roku jest to, że po pierwsze za mało szczerze ze sobą rozmawiamy, a po drugie – oceniamy i wydajemy wyroki, nierzadko mierząc innych swoją miarką. Tak jest w sprawach zawodowych, związkowych i rodzicielskich, nie mówiąc już o kwestiach finansowych czy politycznych.

Wiadomo, że nie da się przeżyć życia nie popełniając błędów. Ten się nie myli, kto nic nie robi – głosi stare porzekadło. Dlaczego więc tak trudno przyznać się nam, w głębi duszy albo i na głos, do kogoś, że coś nam nie wyszło? Że zawaliliśmy sprawę, nie przemyśleliśmy sytuacji, działając pod wpływem emocji bądź z doskoku, albo że zwyczajnie pomyliliśmy się lub nam po ludzku nie udało się. Dlaczego tak trudno przyznać się do porażki?

Żyjemy w świecie mediów społecznościowych i papki serwowanej przez media tzw. mainstreamowe. W świecie pięknych, wystylizowanych fotografii na Instagramie i Pintereście, w świecie celebrytów, którzy zjawiskowo wyglądają, ale lepiej, by nie zabierali głosu, bo czar pryska. W wielu kręgach ważniejsze jest to, jak wyglądasz i jaki sport uprawiasz niż to, co myślisz na temat gospodarki i biedy w Polsce, czy rozróżniasz brutto od netto i jaką ostatnio książkę przeczytałeś. Zewsząd wieje sztucznością. I my sami tworzymy tę iluzję: pięknego, szczęśliwego życia, wakacji marzeń najlepiej co 2 miesiące, szczupłej sylwetki i drogich ciuchów, grzecznych dzieci i udanego seksu co najmniej co drugi dzień w tygodniu. W Biblii jest napisane: kto niewinny, niech pierwszy rzuci kamieniem. Zatem nie rzucę, bo i ja niejeden kamyczek do tego ogródka dołożyłam. Przepraszam.

Tymczasem rzeczywistość jest dużo mniej kolorowa. Problemy w pracy, marudzące lub przeziębione dziecko, zepsuta część w samochodzie i rzężąca pralka sprzed 7 lat, brak czasu i sił na pasję, zmartwienie o codzienność i o przyszłość, zniechęcenie. Tak łatwo można popaść w marazm albo nawet, w skrajnych przypadkach, w depresję. Można poddać się albo walczyć. Można też uciekać. Byle nie w narkotyki czy alkoholizm, jak bohater „Najlepszego” Jerzy Górski i wiele innych młodych ludzi w naszym pięknym kraju. Byle nie w bezczynność i zawieszenie, które odbierają chęci do czegokolwiek i sprawiają, że stajemy się jedynie trybikami w maszynie. Ale już w pasję – proszę bardzo. Dla jednych będzie to bieganie czy gra na gitarze, dla innych czytanie, oglądanie filmów albo majsterkowanie.

A przede wszystkim, rozmawiajmy ze sobą. Mówmy o tym, jak minął dzień, co nas rozbawiło i zaciekawiło, a co wkurzyło. Nie stawiajmy między sobą szklanych murów. Mówmy o uczuciach, jak ja dzisiaj. Powiedziałam do Oli: „przepraszam Cię, córeczko”, bo ją kocham. Bo choć sprawiłyśmy sobie przykrość, to chcemy to naprawić. Wiele lat temu moja siostra, która mnie wychowywała razem z tatą, powiedziała mi w okresie nastoletniego buntu: „walczę o Ciebie i o nasze relacje, bo mi na Tobie zależy. Gdybym Cię nie kochała, zostawiłabym Cię samą sobie”. Wryły mi się te słowa w pamięć i nie zliczę, ile razy je powtarzałam bliskim mi osobom. Działają.

fot. Pixabay

Podobnie, jak działa słowo „przepraszam” i zdanie: „kocham Cię”. To naprawdę jest takie proste. Życie nie zawsze układa się po naszej myśli, ale często to my sami komplikujemy je jeszcze bardziej. Odpuśćmy. Zamiast planować podbój wszechświata i porównywać się z innymi, wrzućmy na luz. Ja dziś wcinam aż furkocze naleśniki z białej mąki (z glutenem, o zgrozo!) i przesłodzonym, ale domowej produkcji malinowym dżemem. I choć sumienie biegaczki przelicza wchłonięte kalorie na ilość kilometrów potrzebnych do spalenia tego obżarstwa, to wiedząc, że trening już jutro, do ostatniego naleśnika chyba dołożę żółtego sera. A do sprzątania łazienki włączę ukochany, zdarty niemiłosiernie soundtrack z „Mamma mia!”.  Będę latać na mopie i śpiewać na całe gardło, za co z całego serca nie przepraszam! ;-)