Kobieta Retro

Pasjami, czyli co nas cieszy, co nas nakręca

Pasja. Chyba nic innego tak nie nakręca do działania, jak ona. Nie od parady mówi się, że człowiek robi coś z pasją, czyli, tak po ludzku, sprawia mu to radość. Mówi się też, że jeśli potrafisz zarobić na swojej pasji, to nigdy nie będziesz musiał pracować. A jak jest naprawdę? Po co nam pasja?

Pasja to słowo-klucz. Oznacza bowiem zarówno hobby i zainteresowanie, jak i ponadprzeciętne zaangażowanie i przyjemność. Pasji można mieć wiele albo poświęcić się tej jednej, wybranej. Z moich obserwacji wynika również, że z niektórych zainteresowań wyrastamy, a do drugich musimy dojrzeć. Kilkanaście lat temu moim hobby było pisanie, czytanie książek i rysowanie oraz – co się w sumie nie zmienia – projektowanie i stylizowanie (choć kiedyś mówiło się po prostu: „strojenie”). Potem dołączyły do nich: bieganie oraz szeroko pojęta kultura i branża kreatywna. Mój mąż, obserwując mnie nieco z boku, mówi też, że moją pasją jest również praca. Czyli, nie owijając w bawełnę, nazywa mnie pracoholiczką.

Po co człowiekowi pasja? Ano po to, by nadawała życiu sens. By napędzała do działania wtedy, gdy nie chce się rano wstać z łóżka. Ale tak na serio napędzała. Żyjemy bowiem w czasach dobrobytu, w których podstawowe potrzeby dużej części społeczeństwa są zaspokojone. Owszem, jeśli z wyboru zakłada się rodzinę, poczucie sensu można osiągnąć dużo wcześniej. W końcu nie od parady mówi się, że kiedy pojawiają się na świecie własne dzieci, „ma się dla kogo żyć”. Ale czy to nam jako ludziom wystarczy?

Pytanie wydaje się być zasadne zwłaszcza w przypadku kobiet, które zostają matkami. Czy fakt urodzenia dziecka oznacza, że moje dotychczasowe życie mam zawiesić na kołku? Bynajmniej. Ba! Tego zrobić mi nie wolno. To, że zostałam mamą powoduje, że mam (nie)stety więcej obowiązków, za to mniej siły, pieniędzy i czasu na wszystko oraz czuję większą odpowiedzialność – za rodzinę i za siebie samą. Ale wciąż jestem Ewą, która lubi pisać, słuchać i czytać; która zrobi wiele, by znaleźć czas na trening i na spotkanie ze znajomymi, zaś kasę – na wyjście do kina z mężem, nowe ciuchy czy weekendowe atrakcje dla całej rodziny.

fot. Paweł Paciorek: Ojcowski Park Narodowy, wrzesień 2017.
Jedną z naszych wspólnych pasji jest podróżowanie. Co prawda dzieciaki nieco krzyżują nam czasem plany, niemniej nie poddamy się tak łatwo ;-)

 

Pasja jest motorem moich działań. I nawet jeśli co roku próbuję czegoś nowego w życiu, nie traktuję tego jako porażki lecz cieszę się, że mam okazję do spotkania nowych ludzi, nauki, a także – dowiedzenia się czegoś o sobie samej. Mam poczucie, że to pasja daje mi w życiu więcej niż praca. Pójdę o krok dalej: pracuję po to, by stworzyć sobie warunki do rozwoju i doskonalenia się w tym, co mnie zainteresowało, zwłaszcza jeśli zaczynam odnosić na tym polu, choćby najmniejsze, sukcesy. To właśnie hobby – oprócz rodziny – daje mi szansę, by sprawdzić się w innych obszarach, by odkryć swoje talenty. Jeśli z czasem przychodzi za tym docenienie bądź finansowa gratyfikacja, tylko się cieszyć.

Jak się już pewnie domyślacie, moją największą pasją jest obecnie bieganie. Ale nie chodzi tu wyłącznie o sport, choć niewątpliwie jest on ważny. Bieganie rozumiane właśnie jako pasja uruchomiło w moim życiu zmiany, których bym się nie spodziewała. Poznaję nowych ludzi, szukam wzorców i autorytetów, bawię się bieganiem i cały czas się go uczę; motywuję się radami i sukcesami innych oraz sama staram się być inspiracją. I chyba mi to wychodzi, skoro „nawróciłam na bieganie” rodzoną siostrę i męża oraz pracuję obecnie nad naszymi dzieciakami. Powiem więcej. Dzięki bieganiu poszerzam swoje horyzonty i planuję nam rodzinne wakacje, ale to już opowieść na oddzielny wpis.

Do tej garści miodu na temat pasji dodam jednak łyżkę dziegciu. O kobiecych biznesach mówi się, że „są robione z pasją”, co mnie osobiście bardzo złości. Po pierwsze dlatego, że pasją, podobnie jak sławetnym portfolio, dzieci nie nakarmię i rachunków nie zapłacę. Po drugie, dlaczego wprowadzamy rozróżnienie na biznesy damskie i męskie? Przecież cel jest jeden w obu przypadkach: zysk, sukces. To takie trochę sugerowanie – można się ze mną nie zgadzać, bo bywam na tym punkcie przeczulona – że kobieta to się nadaje do wyplatania makatek i kreatywnego planowania posiłków dla rodziny, a nie do utrzymywania domu z własnej pracy. A po trzecie: czy nie lepiej byłoby zostawić pasję w kategorii hobby, a pieniądze zarabiać na tym, w czym jesteśmy dobrzy? Gdzie leży ta granica, za którą pasja przestaje być wyłącznie przyjemnością i staje się źródłem utrzymania, z towarzyszącą temu pewną presją i odpowiedzialnością? Pytanie pozostawiam otwarte. I otwarcie zapraszam do podzielenia się swoimi pasjami.

Od siebie dodam jeszcze, że prawie 8 lat temu (jak ten czas leci!), brałam udział w rekrutacji do pewnej agencji public relations. Aby do siebie przekonać kierownictwo, miałam przygotować strategię komunikacji produktu skierowanego do kobiet w ciąży. Nakierowana przez znajomą (pozdrawiam, Aneta!), pisałam o specjalistycznych butach dla ciężarnych, a komunikację oparłam o hasło: „PASJOmatka – zarażaj radością życia”. Tzw. marketingową Big Ideą było stwierdzenie, że naszym celem jest obalenie stereotypów, w myśl których przyszła mama powinna skupić się wyłącznie na dziecku i zdrowiu, zapominając o sobie i swoich pasjach. Niestety, mam wrażenie, że choć minęło te prawie 8 lat, w pewnych kręgach myślenie nie zmieniło się, a kobieta traktowana jest jako inkubator i maszynka do rodzenia dzieci – ku chwale narodu i zadowoleniu rządzących, podobno zmartwionych niskim przyrostem naturalnym.

Tymczasem dla wielu kobiet życie rodzinne nie jest priorytetem. Nie mnie oceniać wyborów znajomych i nieznajomych, które nie chcą mieć dzieci albo rodzą jedno twierdząc, że macierzyństwo to tylko część ich życia. Ja, jako matka trójki dzieci, twierdzę podobnie. Jestem matką, żoną i kochanką (tego samego mężczyzny), pracownikiem i działaczką społeczną – a do tego biegaczką. Ostatnio wymyśliłam takie hasło na kubek do kawy: „Piękna, mądra, a do tego biegaczka!” – co spotkało się z dość dużym aplauzem koleżanek współdzielących ze mną tę pasję do truchtania.

Pasję, która naprawdę może odmienić życie. W miejsce biegania wstawcie sobie cokolwiek innego, co Was nakręca. I róbcie to najczęściej, jak się da. Powodzenia!