Kobieta Retro

(NIE)NAJLEPSZY, ale Górski!

O filmie „Najlepszy” usłyszałam już jakiś czas temu, gdy w środowisku filmowym pojawiły się informacje, że Łukasz Palkowski, reżyser znakomitych „Bogów”, wziął na tapet biografię niesamowitego człowieka, Iron Mana Jerzego Górskiego. To jedna z historii z cyklu „od zera do bohatera”, w której zwycięża dobro (a jakże), tu akurat pod postacią sportu. Można powiedzieć, że wygrywając poszczególne biegi i kolejne zawody Jurek Górski wygrywa życie. I to dosłownie.

Jako były narkoman zbyt wielkich szans nie miał – tak by się mogło wydawać. A jednak zrobił to. Nie tylko pozostał „czysty” i nie wrócił do dawnego życia, ale także zdobywał kolejne laury udowadniając, że – jak to się ładnie mówi – „chcieć to móc”. Piękna, motywująca historia.

Ale film już niestety mocno przeciętny. Ku mojemu zdziwieniu, nie przekonał mnie w tytułowej roli „młody, zdolny” Jakub Gierszał, który sprawiał wrażenie, jakby się męczył recytowaniem swojej roli, a konkretnie kwestii dialogowych. I z rozmowami z lustrem chyba też mu nie do końca szło. Nie przekonała romantyczna historia z dawną narzeczoną i małą córeczką. Tym bardziej nie „kupiłam” przemiany w relacji z ojcem Grażyny (w tej roli jeden z moich ulubionych aktorów, Adam Woronowicz), a oczywistość w poprowadzeniu wątku miłosnego mierziła na każdym kroku. Choć uczciwie powiem, że (mnie, kobietę!) charakterystyczna uroda mojej filmowej imienniczki od razu wpadła w oko i mam nadzieję, że Kamila Kamińska da się nam jeszcze bliżej poznać. Żałuję niewystarczającego wykorzystania potencjału postaci Marka Kotańskiego w osobie Janusza Gajosa, ale przyznaję, że akurat tu mogło to być zrozumiałe – w końcu „najlepszy” może być tylko jeden. O rolach drugoplanowych z udziałem Arkadiusza Jakubika i Tomasza Kota ciężko napisać coś więcej niż to, że „na tyle krawiec kraje, na ile mu materiału staje” – czyli nic odkrywczego, bo panowie trzymają poziom nawet tam, gdzie zbyt wiele do grania nie mają.

Generalnie stwierdzam, że największą słabością „Najlepszego” jest scenariusz. Historia została mocno uproszczona, przegadana, skrojona, mam wrażenie, pod masowego i niezbyt wyrobionego widza, który i tak wzruszy się opowieścią o przemianie ćpuna w utytułowanego sportowca. Oczywiście, życzę Łukaszowi Palkowskiemu jak najlepiej, ale uważam, że po rewelacyjnych „Bogach” z koncertowo poprowadzoną rolą Tomasza Kota stać go na więcej. Mam też nadzieję, że następnym razem także Jakub Gierszał lepiej trafi: na rolę, w której wypowiadane przez niego kwestie nie będą właśnie „kwestiami” lecz autentycznymi, popartymi naturalnie przedstawionymi emocjami słowami bohatera, z którym można by się było identyfikować. Tu tego zabrakło. Podobnie, jak zabrakło pewnej lekkości w całej opowieści: począwszy od stworzenia tła rodzinnego głównego bohatera (i znowu: Magdalena Cielecka w sztampowej, niedogranej roli, bardziej mnie denerwowała niż wzbudzała jakąkolwiek refleksję – a mogłaby, plus pojawiający się epizodycznie Artur Żmijewski), poprzez mało ciekawe postaci z otoczenia Górskiego (zarówno w czasach nastoletnich i środowisku legnickich narkomanów, jak i w MONARZE) aż do scen przygotowań do poszczególnych zawodów sportowych, które, delikatnie mówiąc, wypadły mało wiarygodnie (co piszę już z perspektywy biegaczki).

Rozumiem skróty warsztatowe właściwe dla sztuki filmowej, wiem, że tak bogatego życiorysu nie sposób opowiedzieć w niespełna 2-godzinnym seansie, niemniej uważam, że zamiast pojedynku na pięści z lustrzanym „drugim ja” Górskiego i widmami z przeszłości w kluczowym momencie wyścigu po trofeum (retardacja, retardacja!) wystarczyłoby pochylić się nad psychologiczną stroną postaci głównego bohatera. Ale pochylić się, a nie wstawić infantylną i kuriozalną niemalże scenę rozmowy w aucie Kotańskiego-Gajosa z tak bardzo zdesperowanym w chęci zmiany życia i emocjonalnego wyrecytowania swojej roli Górskim-Gierszałem.

Reasumując, oczywiście cieszę się, że ten film powstał, bo dzięki niemu zrobiło się głośno o tak wyjątkowym człowieku, jak Jerzy Górski. Zwycięzca podwójnego Iron Mana nie osiadł na laurach (wręcz przeciwnie) i bardzo bym sobie życzyła, by za jego przykładem poszedł również Łukasz Palkowski. Myślę, że dobry scenarzysta na miarę Krzysztofa Raka (ponownie przywołując „Bogów”) dużo by ułatwił, bo wnikliwe oko do obserwacji rzeczywistości Palkowski ma na pewno. Udowodnił to już dawno, chociażby w oglądanym przeze mnie chyba ze 4 razy „Rezerwacie” (z Sonią Bohosiewicz sprzed operacji! i piękną warszawską Pragą).

„Sport jest najlepszym rozwiązaniem dla zagubionych, sfrustrowanych, zmęczonych ludzi, którzy czują, że chcą się napić, odpłynąć, odurzyć. Dla wszystkich tych, którzy chcieliby coś w swoim życiu zmienić” – mówi Jerzy Górski w wywiadzie dla „Runner’s World”.
Tu przyznaję rację. Ba, wierzę, że historia Górskiego będzie inspiracją dla niejednej osoby, która przeżywa chwile zwątpienia, choruje na depresję czy szuka nowego celu w życiu. Jako zabiegana i zapracowana mama z kilkuletnim stażem biegowym i moimi prywatnymi małymi sukcesami wiem, że zwycięstwem jest już czasem samo wyjście na trening. A że sport pozytywnie uzależnia, otwiera horyzonty, przynosi nowe znajomości i nowe marzenia do spełnienia – to chyba wie każdy, kto go spróbował. Tę rękawicę warto podnieść. Każdy bowiem ma szansę być „najlepszym”, choćby dla siebie samego.

fot. materiały dystrybutora