Kobieta Retro

Jedne plotą, co im ślina na język przyniesie, a drugie - wianki

Znacie to…? „Wiła wianki i rzucała je do falującej wody” – swojskie, skoczne, melodyjne. Można też w inną, Kazikową nutę uderzyć: „Na głowie kwietny ma wianek, w ręku zielony badylek…”. Zupełnie jak ja i kilkanaście innych uczestniczek warsztatów wyplatania wianków, które w pięknym miejscu i czasie zorganizowała Nikola z Design Your Wedding. Plotłyśmy, a jakże. I to nawet do rzeczy. Sami zobaczcie!

Czas: niedziela po Nocy Kupały, czyli najkrótszej nocy 2018 roku. Ręka do góry, kto wie, kim był Kupała i co ma wspólnego ze świętym Janem. Otóż, jak się okazuje, niewiele. Noc Kupały, zwana także Sobótką, była świętem kobiet, świętem miłości, witalności i płodności, świętem żywiołów: ognia i wody oraz nocą zaślubin słońca i księżyca. To właśnie wtedy kojarzono pary i wróżono im przyszłość, o którą zresztą można też było samodzielnie zawalczyć zamiast zdawać się na los. Wystarczyło podpowiedzieć wybrankowi, który wianek ma złapać w dole rzeki albo – to opcja dla przedkładających majątek nad miłość – wybrać się na poszukiwania kwiatu paproci, magicznego kwiecia przynoszącego szczęście i bogactwo. Siła tego święta była tak wielka, że zamiast z nim walczyć nauka katolicka skojarzyła obchody Sobótki z imieninami św. Jana Chrzciciela. I tak połączono pogański obrządek z wigilią św. Jana, który, co wiemy z kart Pisma Świętego, chrzcił „wody dla ochłody” (i samego Jezusa) – udostępniając je wygłodniałym mokrych atrakcji od 24 czerwca.

Miejsce: Letnisko Bajka w warszawskiej dzielnicy Wawer. Przecudne miejsce z rustykalnym klimatem; jak bardzo fotogeniczne, choć w części możecie przekonać się oglądając zdjęcia.

Uczestniczki i współorganizatorki: Wianki uczyła nas wyplatać Honorata Luchowska, zdjęcia robiła Wiktoria Kowalska, a wszystko zorganizowała, pysznie nas przy tym karmiąc nie tylko dobrym słowem i nastrojem – Nikola z Design Your Wedding.

 

Jeśli więc kiedykolwiek będziecie, drogie panie, zastanawiać się nad warsztatami czy też po prostu nauką wyplatania wianków to… natychmiast przestańcie o tym myśleć i po prostu to zróbcie. Ja i moja towarzyszka, koleżanka Marta, wyszłyśmy oczarowane. Zarówno samym miejscem i jego atmosferą, jak i pysznym jedzeniem oraz wspaniałym sposobem na spędzenie czasu. Z nas dwóch to Marta jest osobą, której bliżej było dotąd do prac ogrodniczych, niemniej i u mnie zaszła w ostatnich latach spora zmiana. Z nastolatki, która w rodzinnym domu potrafiła albo zasuszyć, albo doprowadzić do zgnilizny nawet najbardziej odporne na niekorzystne warunki kwiaty, stałam się kobietą, która nie wyobraża sobie – ku rozczarowaniu mojego męża – mieszkania bez kwiatów na parapecie, a często i na kuchenno-salonowym stole. A od 24 czerwca wiem również, że potrafię pleść nie tylko androny, ale także całkiem przyzwoite kwietne wianki.

 

Dlatego dziękuję Ci, Nikoletto, za impuls, dzięki któremu odkryłam w sobie może nie tyle talent, co kolejny obszar do zgłębienia. W letnisku Bajka powstał mój pierwszy wianek, ale na pewno nie ostatni! Kiedy patrzę na zdjęcia, przypomina mi się przepiękny zapach kwiatów i ta błoga atmosfera kobiecego zajęcia.

Kiedyś na wsi kobiety spotykały się, by razem drzeć pierze. Wiele było przy tym gadania, śmiechu, dobrego jedzenia czy nawet tańców. Marzy mi się, by w tych czasach pierze zostało zastąpione właśnie przez kwiaty. Nie tylko nikt nie ucierpi, ale wręcz przeciwnie, zyska, choćby na urodzie.